o mnie, czas się poznać...

Cześć.

Skoro właśnie tę stronę czytasz, to znaczy, że chciałeś się o mnie czegoś dowiedzieć. Z drugiej strony mogłeś/ mogłaś kliknąć tę stronę kompletnie przez przypadek, więc w założeniu powinienem napisać coś, co pozwoli mnie zatrzymać Ciebie chociaż na tyle, żebyś doczytał (bądź doczytała) ten fragment do końca. 

Pierwsze primo, ten blog jest w sumie pewną kontynuacją, bo o muzyce już kiedyś pisałem. Jak zwykle wstrzeliłem się ze swoim pomysłem o kilka lat za późno, więc w momencie, kiedy płyty stawały się coraz bardziej wypierane przez spotify, ale nie ukrywam, że było to dla mnie mega fajne doświadczenie. Samo spotify okazało się absolutną rewolucją, ale też sprawiło, że recenzje w tradycyjnej formie przestały mieć sens. Kto realnie będzie czytał o płycie, skoro 80% nagrań można sobie posłuchać samemu i po swojemu ją zinterpretować, na spacerze, w tramwaju, czy na spokojnie w domu? 

Jasne, zaczęło się to już wcześniej...

Andrzej Tucholski- jeden z absolutnie najlepszych dla mnie blogerów- napisał mi kiedyś bardzo wprost:

"Pisz dookoła muzyki. Playlisty na okazje. 12 powodów, dla których Czajkowski nigdy nie zagra z Jamiroquai" - ale prawdziwy strzał pojawił się jedno zdanie później- "Recenzje muzyki umarły razem z narodzinami YT. Dobrze się je pisze, rzadko kiedy ktoś szuka"

Popularność płyt zaczęła spadać. Do tej pory mogłem słuchać w samochodzie, ale od jakiegoś czasu, nie mam już wejścia na CD, i z tego co widzę, to jest trend większościowy. Po co więc pisać o muzyce, skoro dzisiaj możesz sobie odpalić spotify wybrać album i po kilku minutach już wiedzieć, czy podoba się Tobie ta płyta, czy nie. 

Drugie priomo, no bo w sumie miałem pisać o sobie. 

Nazywam się Mikołaj Szykor i jestem przede wszystkim muzykiem instrumentalistą (konkretnie trębaczem). To przede wszystkim definiuje to, w jakim charakterze się tutaj znajduję. Zaczęło się typowo. Śpiewanie w chórze, Ogólnokształcąca Szkoła Muzyczna I i II stopnia w Poznaniu, Akademia Muzyczna również w Poznaniu, chwilowo muzykologia no i w sumie tyle jeżeli chodzi o wykształcenie. Ta muzykologia, która pojawiła się na końcu, wcale nie jest taka przypadkowa, bo chociaż jestem praktykiem i zawsze byłem praktykiem, to na koniec studiów na Akademii Muzycznej zacząłem zauważać, że bardziej, zdecydowanie bardziej ciągnie mnie właśnie w stronę teorii muzyki i- ku mojemu największemu zaskoczeniu- w stronę muzyki XX i XXI wieku. Wiele rzeczy- zwłaszcza z najnowszej muzyki- odkrywałem po swojemu, powoli, szukając na wszelkie sposoby materiałów/ partytur i słuchając na potęgę. Wejście- właśnie po swojemu- w muzykę XXI wieku, sprawiło, że zacząłem nieco bardziej krytycznie patrzeć na jej funkcjonowanie (a w zasadzie jego brak) w przestrzeni koncertowej. To właśnie sprawiło, że postanowiłem o tej muzyce pisać. 

Co do preferencji, to ja zawsze miałem te preferencje dość specyficzne. Zawsze. Obojętnie jakiej muzyki nie słuchałem (a przeszedłem przez chyba wszystkie gatunki muzyczne, za wyjątkiem disco polo), zawsze starałem się podejść do niej na swój sposób, szukając czegoś co mnie jakoś szczególnie zainteresuje. Jak słuchałem rapu, to szukałem jakiejś cechy szczególnej, żywego bandu, jakichś ciekawszych zjawisk w beat'ach czy samplowaniu, dobrej techniki, jakiegoś sensownego przesłania, szukałem czegoś ewidentnie indywidualnego. Często to znajdowałem, ale to było samo w sobie wypadkową miesięcy szukania i dziesiątek godzin słuchania. Słuchałem wszędzie i bez przerwy. Serio.  O tym jeszcze porozmawiamy.

Co do samego podejścia, to mam tak do dziś, niezależnie od tego, czy słucham akurat klasyki, jazzu, czy może swobodniejszej muzyki rozrywkowej. To najczęściej jest coś, w co trzeba nieco bardziej się wgryźć. Jakaś technika, intrygująca barwa, brzmienie, tekst cokolwiek. Chwytając się tego staram się dalej rozbijać stan zastany na czynniki pierwsze. Tym też właśnie- chociaż nie tylko tym- zajmuje się muzykogia i to jest drugi powód mojego pisania. Jeden z największych Reinhold Brinkmann domagał się w jednym ze swoich przemówień większej obecności muzykologów, a co za tym idzie, większej obecności muzykologii w życiu społecznym. Tyle tylko, że ta obecność ma funkcjonować na trochę innych niż do tej pory warunkach. No i tak właśnie bym chciał, żeby ona wyglądała, tym bardziej, że nie chcę pisać tu wyłącznie z punktu widzenia praktyki i teorii, ale chciałbym pisać również o muzyce nowej jako o samym zjawisku. 

Jeżeli więc doczytałeś/ doczytałaś do tego fragmentu, to chciałbym zaprosić Cię właśnie do podróży przez muzykę nową. Każdą. Bo jak pisał Nicholas Cook: "Każda muzyka jest inna, niemniej każda jest muzyką"... 

Na koniec jeszcze jeden fragment z Cooka: "Wciąż wkładamy poszczególne gatunki i style do oddzielnych przegródek, do każdej z nich stosujemy odrębne kategorie pojęciowe i wydaje nam się, że nie można myśleć o muzyce inaczej. Ten sposób rozumowania, głęboko zakorzeniony w szkołach i na uniwersytetach- jak również w większości książek o muzyce- odzwierciedla sytuację muzyczną dziewiętnastowiecznej Europy i zupełnie nie przystaje do stanu współczesnego. W rezultacie nasze przekonania są sprzeczne z istotą muzyki" (Nicholas Cook: Muzyka.  Bardzo krótkie wprowadzenie)

Czas więc nieco rozbić te ramy...


Mikołaj.


Komentarze